Receptura „174”, czyli recepta na piękną skórę i zdrowy sen

Podziel się!

Hipisi kochali olejki tak bardzo, jak cała reszta społeczeństwa ich nie doceniała. Dużo przez to traciła, bo olejki są jak składniki najlepszej roślinnej apteczki. W każdej kropli jest zamknięta tak wielka moc, że aby móc je stosować, trzeba je rozcieńczać.

Olejek lawendowy – najlepszy z najlepszych

Moim ulubionym olejkiem od zawsze był lawendowy. Kocham jego zapach, szczególnie wieczorem, kiedy przychodzi czas na wyciszenie. Kocham czuć go w powietrzu, kiedy melodyjnie rozpływa się z kominka do aromaterapii. A lawendowe świece zapachowe to oczywiście mój numer jeden. Lawenda nie tylko pięknie pachnie, ale jest piękna…tak naturalnie, na swój prosty i subtelny sposób.

Zbyt późno zorientowałam się, że niestety zaszufladkowałam lawendę. Schowałam ją do tej samej szufladki, w której zamykam zapachy i olejki do aromaterapii. Lawenda to mój cudowny środek poprawiający nastrój, pomagający odprężyć się i zasnąć po nerwowym dniu.

Co ciekawe, potęga podświadomości sprawia, że już sama obecność lawendowych motywów działa na mnie relaksująco. Nie bez powodu pokój, w którym spędzam najwięcej czasu, urządziłam w stylu prowansalskim. Ten kubek to mój ostatni zakup;)

 

To dziwne, że będąc fanatyczką lawendy z jednej strony i zwolenniczką naturalnych kosmetyków – z drugiej, do tej pory nie wykorzystywałam jej walorów kosmetycznych i leczniczych.

Receptura „174” Regeneracja nocna od Make me bio – krem z lawendą

Jako posiadaczka wrażliwej skóry i osoba od dziecka borykająca się z alergią pokarmową manifestującą swą obecność oczywiście (!) na twarzy, wiecznie poszukuję skutecznych rozwiązań moich problemów.

Produktów spełniających wymagania mojej cery jest mało. Wydawało mi się, że na mojej półce w łazience nic mi nie zastąpi produktów z kolagenem rybim, srebrem koloidalnym i regenerującym blizny śluzem ślimaka.

Kiedy w moje ręce wpadł krem Make me bio Receptura „174” Regeneracja nocna dla wszystkich rodzajów skóry, po prostu postanowiłam, że będzie to kolejny krem, który  wypróbuję. W duchu powoli zaczynałam już zastanawiać się, komu tym razem oddam kolejny kosmetyk. Do oddawania kosmetyków jestem przyzwyczajona. Zwykle już po kilku użyciach muszę żegnać się z kolejnymi uczulającymi mnie kremami. W efekcie moje przyjaciółki prawie nie muszą odwiedzać drogerii;) I to jedyny plus.

Tego spodziewałam się także w tym przypadku. Kiedy odkręciłam słoiczek, zobaczyłam to, czego mogłam się spodziewać po naturalnym kremie, czyli przyjemną dla oka, delikatnie żółtą masę. Skóra zareagowała szybko, poczułam te charakterystyczne, niepokojące uczucie przewrażliwienia.

W tej pierwszej chwili pomyślałam, że i tym razem skończy się tak, jak zwykle i będę musiała rozstać się z kolejnym, przecież dobrym, kremem.

O dziwo, skóra zaczęła się przyzwyczajać. Kolejnego wieczoru zaaplikowałam go po raz kolejny. Lekkie mrowienie wróciło, ale już tylko na chwilę. Trzeciego dnia nie wróciło. Każdego poranka budziłam się i nerwowo sprawdzałam twarz, nie znajdując żadnych niespodzianek. Teraz już nie sprawdzam, bo wiem, że nic – albo prawie nic - tam nie znajduję.

 Receptura „174” – recepta na dobry sen

Użycie kremu stało się moim wieczornym rytuałem. Złapałam się na tym, że czekam na ten moment, kiedy będę mogła nałożyć go na oczyszczoną tonikiem aloesowym skórę. Najpierw biorę go na palec i z przyjemnością wącham. Pachnie słodko i relaksująco. Nie tak, jak pachnie świeca zapachowa czy nawet olejek w kominku. To wyrazisty, nieco surowy prawdziwy zapach kwiatów lawendy. Zapach utrzymuje się na skórze jeszcze kilkanaście minut po aplikacji. Na ten moment czekamy ja i moja skóra. Ja wdycham zapach lawendy a moje pory wchłaniają krem.

Skuteczna regeneracja od Make me bio

Po tygodniu stosowania mogłam już powiedzieć, że blizny i przebarwienia po niedoskonałościach znikają. Skóra jest ładnie napięta, zdrowo nawilżona, ma ładny koloryt. Nie świeci się, ale naturalnie błyszczy. Receptura „174” zasłużył na miejsce obok moich sprawdzonych i bezpiecznych kosmetyków.

Odmładzające działanie krem zawdzięcza:

- olejkowi z pestek moreli (świeża dostawa witamin dla skóry i ultra nawilżenie),

- olejkowi arganowemu ( odmłodzenie i spłycenie zmarszczek),

- olejkowi z rokitnika (nadaje skórze sprężystości, uelastycznia i regeneruje skórę),

- olejkowi makadamia (chroni skórę przed wolnymi rodnikami, uelastycznia i tonizuje).

- olejkowi lawendowemu (zwalczając bakterie chroni przed niedoskonałościami i odmładza)

Zużyłam już pół opakowania a moja skóra wygładziła się. To zasługa mojego faworyta– olejku lawendowego.

Reasumując - olejek lawendowy w kremie Receptura „174” Regeneracja nocna od Make me bio doskonale łagodzi, działa przeciwzapalnie i antyseptycznie, skutecznie walczy z bakteriami a przy tym działa odmładzająco i uelastycznia skórę. Wdychanie zapachu kremu, co w tym przypadku – w moim subiektywnym odczuciu - oznacza relaks, na który zasłużyłam po ciężkim dniu, wspaniale relaksuje ciało i umysł, balansuje emocje i poprawia nastrój. Nic, tylko kłaść się do łóżka, leżeć i pachnieć!

polecane linki 

Make me bio - Receptura 174 - Regeneracja nocna

Komentarze  

# http://bieganiemagdy.plMagda 2017-10-07 20:21
Sprawdziłam skład kremu i rzeczywiście jest b.dobry. Mam zawsze dylemat z eko kremami, bo są za tłuste dla mnie. Używam aktualnie serum Bioline na noc jedynie.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# odpJustyna - autor 2017-10-07 20:29
Wiem o czym mówisz, ale ten krem u mnie się sprawdza;)Dobrze się wchłania i nie zatyka porów, Cera bardzo mi się uspokoiła.
Markę Bioline mam też w swoim sklepie i cenię tak jak Make me bio ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Do góry

Ta strona używa tzw. cookies. Ustawienia możesz zmienić w preferencjach przeglądarki.